Franciszkańskie kazanie i próba pieśni o miłości ku winnicy


W dzień św. Franciszka czytam Izajasza i piszę kazanie na niedzielę pt. Zaśpiewać pieśń o miłości ku winnicy… Na razie wychodzą mi same pytania… czy Franciszkowy dzień przyniesie jakieś odpowiedzi?

Chcę zaśpiewać memu Przyjacielowi pieśń o Jego miłości ku swojej winnicy! Przyjaciel mój miał winnicę na żyznym pagórku. Otóż okopał ją i oczyścił z kamieni i zasadził w niej szlachetną winorośl; pośrodku niej zbudował wieżę, także i tłocznię w niej wykuł. I spodziewał się, że wyda winogrona, lecz ona cierpkie wydała jagody… (Iz 5,1-2)

Czy usłyszę kiedyś ową pieśń wysławiającą ową nieskończoną miłość Bożą do jego winnicy i całego stworzenia?.. Czy ktoś napisze jej współczesną wersję, uwzględniającą naszą obecną wrażliwość, wiedzę o przyrodzie i marną kondycję współczesnego świata?

Wspaniale zrobił to 800 lat temu św. Franciszek z Asyżu i do dziś powtarzamy za nim czci „Laudato si, mi Signore – Pochwalony bądź, Panie mój”. Próbowali w XX wieku Roman Brandstaetter, ks. Jan Twardowski, Sergiusz Riabinin, św. Jan Paweł II…

Czy jednak dziś to możliwe? Jak ująć w takiej pieśni kryzys wiary i zaufania Bogu oraz jego Kościołowi? Jak opisać naszą konfrontację z kryzysem bezrobocia, żywnościowym, z globalnym kryzysem finansowym, gospodarczym, ekologicznym i etycznym? Jak pisać nową teologię i duchowość stworzenia, gdy dowiadujemy się, że nasi bliźni przemienili się w zachłannych konsumentów którzy zużywają dużo więcej zasobów naturalnych, niż Ziemia jest nam w stanie zapewnić. Zatem żyjemy na ekologiczny kredyt, a nasze należności wciąż rosną; aby zaspokoić nasze obecne zapotrzebowanie potrzebowalibyśmy nie jedną, jaką mamy obecnie, ale co najmniej 1,5 Ziem! W dramatycznym tempie tracimy bogactwo przyrodnicze naszej planety a konsumenci z bogatszych krajów żyją ponad stan, odciskają większy ślad ekologiczny i narażają na nieszczęścia najbiedniejsze kraje świata…

Czy taka pieśń jest możliwa w świecie, gdzie trwa niekończąca się przemoc i wojna, których rezultatem jest niekończący się terror, nienawiść, masakry bezbronnych i fanatyzm? Gdzie orędzie pokoju i pojednania jest zagłuszane przez nieustanny jazgot wojennych machin, które potrafią jedynie bombardować, zabijać, terroryzować, okaleczać, torturować, niszczyć…

Oczekiwał On tam sprawiedliwości, a oto rozlew krwi, i prawowierności, a oto krzyk grozy. (Iz 5,7)